czwartek, 3 marca 2011

ISPO 2011

Dnia 6 lutego siedziałem w samochodzie kierującym się prosto na targi ISPO pod Monachium. Stało się, sytuacja na uczelni była sprzyjająca, nie było już nic co mogło mnie zatrzymać. Co więcej, kilka dni przed targami dostałem e-mail od Nadii Kowalow, mówiący, że kwalifikacje do zawodów przełożone są na poniedziałek. Oznaczało to, że bez problemu będę mógł wystartować! Wszystko szło z górki, jakby tak miało być. Jadąc na to jedno z większych wydarzeń slacklinowych na świecie mało myślałem o tym co mnie tam czeka. Fakt, że miałem spotkać najlepszych slacklinerów z całego świata, których dotychczas podziwiałem tylko na filmach, wydawał mi się dziwnie odległy, nierealny. 

Gdy przyszedłem na stoisko, w pierwszej kolejności spotkałem Nadię, następnie trafiłem na Andy’ego Lewisa. Człowiek, który zainspirował mnie do uprawiania slackline stał teraz przede mną uśmiechając się i wyciągając do mnie rękę. Niesamowite uczucie, od razu wiedziałem, że moje miejsce znajduje się wśród tych ludzi. Następnie przyszedł czas aby wejść na taśmę i postawić swoje pierwsze kroki po zimowym zastoju. Nie było źle, dość szybko przypominałem sobie poszczególne tricki, aż nagle przy nietrafionym atomic buttbounce zeskoczyłem obok taśmy na ziemie, zrobiłem raptem jeden dłuższy krok podczas którego moja stopa dziwnie się podwinęła. Lecąc z impetem obciążyłem wygiętą stopę i usłyszałem nieprzyjemny trzask w stawie. Później tylko piekący ból i fala gorąca. Pomyślałem – poczekam chwilę i przejdzie – ale po zdjęciu buta zobaczyłem, że wcale nie jest tak kolorowo. Kostka puchła. Po krótkim czasie udawania przed samym sobą, że wszystko jest ok, oraz paru prostych trickach zakończonych bardzo boleśnie, dotarło do mnie że skręciłem kostkę. Wściekłem się niesamowicie! W życiu, W ŻYCIU nie skręciłem kostki! Dlaczego teraz?! Na szczęście w ekipie Gibbona nie brakuje fizjoterapeutów, Maria oraz Maik szybko się mną zajęli. Po kilku okładach z lodu, zamrożeniu kostki i założeniu stabilizatora okazało się, że nie ma tragedii. W efekcie mogłem z powodzeniem skakać i wykonywać większość tricków. Jednak nadal pozostawał dyskomfort, lekki ból i wykluczenie kilku tricków z repertuaru, co jednak nie powstrzymało mnie od wystartowania w popołudniowych eliminacjach. Nie byłem jedyną osobą która miała pecha tego dnia. Gappai w podobny sposób uszkodził sobie łokieć. Było to znacznie poważniejsze od mojego skręcenia. Wykluczyło go to praktycznie z zawodów, a przyleciał z Japonii i był jednym z faworytów. To dopiero pech... Jestem pewny, że następnym razem Gappai pokaże klasę.



Zasady obowiązujące na zawodach:

Zarówno eliminacje jak i finały były rozgrywane w systemie "pucharowym" - 1 na 1. Każdy z zawodników ma 2 minuty do wykorzystania na taśmie. Jeden zawodnik rozpoczyna, czas start w momencie wejścia na taśmę, stop w momencie zejścia / spadnięcia. Następnie wchodzi drugi zawodnik i tak w kółko do wykorzystania puli czasu każdego z zawodników. Po takim występie trzyosobowe jury wyłaniało zwycięzcę na podstawie następujących kryteriów: styl, technika, amplituda (wysokość wykonywanych tricków), kreatywność. Zasady według mnie bardzo dobre, jedyny ich minus to trafienie na faworyta w kwalifikacjach, choć w wypadku wysokich notowań osoby przegranej, miała ona nadal szansę dostać się do finałów.




Eliminacje (pogrubiona czcionka - zwycięzca):

Maciej Borucz 'Bor' (Polska) - Ezequiel Troncoso (Hiszpania)
Frankie Najera (USA) - Petr Kučera (Czechy)
Florin Limbovici (Rumunia) - Nick Ten Hoopen (Holandia)
Toru Osugi 'Gappai' (Japonia) - Emily Sukennik (USA)
Michael Payton 'Alpha Mike' (USA) - Samuel Bucher (Austria)
Elisabeth Schulte (Niemcy) - Stefan Durst (Niemcy)
Maurice Wiese 'Momo' (Niemcy) - Jaan Roose (Estonia)
Andy Lewis (USA) - Tim Hirtle (Niemcy)

Pierwsza runda eliminacji – padło na mnie. Moim przeciwnikiem był Ezequiel Troncoso z Hiszpanii, którego nie widziałem wcześniej w akcji i zupełnie nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Ku mojemu własnemu zdziwieniu, udało mi się skleić wszystko to co chciałem! Łącznie z atomic backbounce na samym końcu. Byłem co najmniej usatysfakcjonowany. Jednak Ezequiel również dał niezły popis, przede wszystkim tricków statycznych oraz wysokich grabów. Udało mi się wygrać tę rundę i przejść do finałów.




Z występów innych par wartą komentarza nowością jest pierwsze i zarazem zwycięskie wystąpienie Florina z Rumunii przeciwko Nickowi z Holandii! Nick jest doświadczonym slacklinerem, brał udział w niejednych zawodach. Jednak wysokie, zapierające dech w piersiach atomic chest/buttbounce oraz długie skomplikowane połączenia buttbounce / chestbounce z różnymi wariacjami dały Florinowi mocne zwycięstwo i zarazem awans do finałów.


Runda Gappai z Emily była rundą symboliczną, Gappai nie chciał po prostu wracać do kraju nie biorąc nawet udziału w zawodach. Parę nieziemsko rozpoczętych kombinacji w jego wykonaniu kończyło się niestety nie ustaniem ich ze względu na niefortunną kontuzję łokcia i problemy z balansowaniem tą ręką. Emily sklejając kilka imponujących kombinacji tricków statycznych wypracowała sobie zwycięstwo.

Występ Elle przeciwko Stefanowi pokazał, że dziewczyna ta ma niesamowity potencjał. Wie na co ją stać i na jakie tricki może sobie pozwolić podczas zawodów. Klei praktycznie wszystkie rozpoczęte kombinacje i choć nie należą one do tych najbardziej 'hardcorowych', to sklejone są bardzo technicznie i precyzyjnie.



Ćwierćfinał:

Andy Lewis - Frankie Najera
Michael Payton 'Alpha Mike' - Emily Sukennik
Elisabeth Schulte - Maciej Borucz 'Bor'
Florin Limbovici - Maurice Wiese 'Momo'

Należy skomentować występ Elisabeth Schulte przeciwko mnie. Tak jak pisałem wyżej, ustała praktycznie każde rozpoczęte kombo. Ja nie ustałem żadnego, wszystko kończyło się wyjściem na taśmę na nogi, utratą równowagi i spadnięciem. Poszło mi znacznie gorzej niż w eliminacjach. Kostka dała o sobie wyraźnie znać po obciążających ją eliminacjach. Elle tak czy inaczej odniosła zasłużone zwycięstwo, byłem pełen podziwu dla jej umiejętności oraz lekkości z jaką wykonywała tricki.





Półfinał:

Andy Lewis - Michael Payton 'Alpha Mike'
Elisabeth Schulte - Maurice Wiese 'Momo'

Finał:

Andy Lewis - Maurice Wiese 'Momo'

Walka w finale była niesamowicie wyrównana. Hat tricki w wykonaniu Momo dały mu wielką przewagę jeśli chodzi o kreatywność, podnosił podczas chestbounce czapkę która spadła mu przy wcześniejszym backflipie czy przekładał ją w locie pod nogą - nadało to unikalnego stylu jego wystąpieniu. Oprócz tego skleił sick nasty, sick nasty to sticky buttbounce oraz backflipa. Andy natomiast latał pod sam sufit, wysokości które osiągał wydawały się wręcz nierealne. Zapunktował również ciekawymi trickami takimi jak backbounce mount, buttbounce to frontflip to buttbounce, buttbounce 540, atomic chestbounce z salutowaniem w locie, atomic buttbounce z klaśnięciem w locie pod każdą nogą z osobna. Na koniec tradycyjnie podjął próbę double backflipa która jak zwykle skończyła się niedokręceniem drugiego salta. Jednak jak to u Andiego bywa, wstał tylko i otrzepał się bez pojedynczego grymasu na twarzy. Całokształt wystąpienia Andiego dał mu nieznaczną przewagę nad Momo i w rezultacie zwycięstwo!




Runda dodatkowa o 3 miejsce:

Elisabeth Schulte - Michael Payton 'Alpha Mike'

Wyczekiwanie na ten werdykt jury dłużyło się mi najbardziej na tych zawodach, co więcej, ogłoszenie go opóźniało się ze względu na trudność w podjęciu decyzji! Elle znowu skleiła dosłownie wszystko czego się podjęła, natomiast Mike odzyskał przewagę dopiero po sklejeniu frontflipa, wcześniej dość często spadał. Finalnie oboje byli na podobnym pułapie i nie byłbym zaskoczony, gdyby to Elle wygrała! Jednak zabrakło jej kilka punktów do Mike’a, który ostatecznie zajął 3 miejsce w zawodach. Elisabeth tym samym zajęła 4 pozycję.





Klasyfikacja końcowa:

Andy Lewis
Maurice Wiese 'Momo'
Michael Payton 'Alpha Mike'
Elisabeth Schulte




Mimo że mój występ w finałach nie był najlepszy, jestem jak najbardziej zadowolony z przebiegu zawodów. Wiem teraz nad czym powinienem popracować, oraz jak dokładnie rozkładać swoje siły. Moja motywacja sięga teraz zenitu. Ciągle nie mogę wyjść z podziwu odnośnie Elisabeth. Udowodniła ona, że granica między mężczyznami a kobietami jeśli chodzi o slackline powoli zaczyna się zacierać. Elle jest moim zdaniem jedną z lepszych, jak nie najlepszą tricklinerką na świecie.

Klimat panujący na całych targach, a w szczególności na zawodach jest nie do opisania. Zapewne jest to też kwestia gustu, jednak ja osobiście czuję, że jestem do tego stworzony. Z jednej strony jest to rywalizacja, pewnego rodzaju konkurencja między poszczególnymi osobami, z drugiej jednak strony wzajemna motywacja, wsparcie, oklaski, gratulacje oraz wszechobecny uśmiech nadaje temu wszystkiemu wyjątkowo silną moc jednoczenia ludzi. Słowa te nie oddają tego co tam się działo nawet w najmniejszym stopniu. Świetnie widać to na filmie z zawodów, do którego odnośnik znajduje się poniżej.



2 komentarze:

  1. Super post Maciek! I nie gadaj, że Ci źle poszło. Mega szacun za atomic back-bounce - tak się zastanawiałem czy ustałeś to szaleństwo. Teraz już znam odpowiedź. Następnym razem będzie lepiej ZiĄ. Trudno jest jechać na maxa zaraz po kontuzji (wiedz, że znam ten ból). Najważniejsze jest nastawienie mentalne, a to masz bardzo pozytywne! SlackOn!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki wielkie Janek! Doobrze słyszeć taką opinię od Ciebie :) nie mówię że źle mi poszło, jestem mega zadowolony :D chodziło bardziej o to że w finałach poszło gorzej niż w eliminacjach. Oj tak, nastawienie mentalne to klucz do wszystkiego :)
    Pzdr!

    OdpowiedzUsuń